Poranny spacer po blotnistych wzgorzach nad Vlore zakonczyl sie nieco szybciej, niz poczatkowo planowalem. Na koncu drozki zostalem otoczony przez cztery zjezone kundle, ktore warczac i szczekajac biegaly wokol mnie, zmniejszajac stopniowo dystans. Poniewaz nie chcialem im zrobic krzywdy, wycofalem sie z godnoscia.

Kolejny pomysl tez wypalil inaczej, niz zaplanowalem. Wynajalem pana taksowkarza, bo chcialem pojechac do Aulon – znalazlem na mapie jakies ruiny o tej nazwie. Pan ochoczo sie zgodzil i zaprosil mnie do swojego mercedesa; powinienem poczuc watpliwosci, kiedy szybko zgodzil sie na 500 lekow… niemieckim gruchotem w rytmie russkowo disko (ty nie sierdzis’ na mienia, ty smatri w moje guaza) pojechalismy na poludnie. Cos mnie tknelo, bo wydawalo mi sie, ze Aulon jest na polnoc… po kilometrze pan zaczal jakos podejrzanie zwalniac… az zatrzymal sie przy rowerzyscie, zeby w koncu zapytac o droge. Ten mu cos zaczal goraczkowo tlumaczyc (oni tu wszyscy strasznie krzycza…), zawrocilismy – pomyslalem – spokojnie, juz wiadomo, ktoredy jechac. Niestety, kilometr w druga strone i znow hamowanie i znow pytanie przechodniow… poniewaz nie umialem wytlumaczyc ani po albansku ani po wlosku, co to jest Aulon i gdzie to jest, zaczelismy wspolnie z panem kabdrajwerem szukac jakichs anglojezycznych osobnikow w knajpach przydroznych. Bezskutecznie. Podziekowalem za wspolprace, ustalilismy jakies niewielkie wynagrodzenie (nafta! nafta! za niekompetencje nie powiniem nic placic, ale pan zaczal byc agresywny) i rozeszlismy sie w swoje strony.

Widzialem kilka barow o nazwie “Aulona”, nawet szkole jazdy… i jakas agencje ochrony.. potem dowiedzialem sie z niezawodnego gugla, ze tak sie za czasow przedrzymskich nazywalo Vlore. Mysle sobie, ze takie ruiny powinny byc jakas atrakcja lokalna… Ale pan taksowkarz o nich nawet nie slyszal. I nikt z napotkanych mieszkancow.

Vlore – miasto twardzieli w skorzanych kurtkach, niekompetentnych taksowkarzy i innych spoconych facetow, szukajacych latwego zarobku. Lotto, poker, zaklady pilkarskie. Salony bingo, a w kazdym kilkudziesieciu starych i mlodych wsluchujacych sie w numerki. Cala Albania to setki i tysiace punktow oferujacych latwa nadzieje naiwnym, a to miasto chyba w tym przoduje. Teraz rozumiem, czemu wlasnie we Vlore wybuchly najwieksze zamieszki po upadku piramid finansowych w 1997. Klimat glupiego cwaniactwa unosi sie w powietrzu.

Tu sie trzeba znalezc, pobyc, zobaczyc, poczuc zapachy. Takze po to, zeby znalezc odpowiedni dystans do swojego otoczenia, zeby miec jakas skale, na ktorej mozna umiescic chocby Polske. To taki intelektualny obowiazek – wiedziec, o czym sie mowi. To nie jest dobre miejsce ani do zycia, ani do wypoczywania, wiec jesli bardziej odpowiada ci stan pol-zamroczenia od calodniowego pociagania drinkow ze szklaneczek z parasolkami, jedz nad Morze Czerwone, albo lepiej na Riwiere, tam rzadziej wybuchaja bomby, w kazdym razie – nie do Albanii, to kiepski kurort.

Utknalem przypadkiem w tym dziwnym i niezbyt przyjaznym miescie, powodz nie dala mi zjechac do Gjirokastry. Czas juz kierowac sie na polnoc. Kierowcy na przystanku smialo twierdza, ze w Nowy Rok jakies autobusy stad odjezdzaja. Mam nadzieje, ze tak samo rozumiemy slowo “domani”.

 3 
  1. xanthosoma

    Niesamowite są sytuacje, o których piszesz. Twoje doświadczenie tamtych rejonów zostało mocno ubogacone, chociaż niekompetencja, cwaniactwo itp. dotknąć może podróżnika wszędzie (no, prawie wszędzie).
    Stare porzekadło mówi “podróże kaształcą”. I coś w tym jest! A wiedza googlowa okazuje się beznadziejna w porównaniu z tą empiryczną – zdecydowanie bardziej cenną, ale czasem bolesną.
    Niestety moje noworoczne plany podróżnicze nie obejmują tego rejonu Europy, więc nie uda się mi (na razie) dotknąć tych klimatów osobiście. Lecz “Co się odwlecze, to nie uciecze” – liczę na to!
    Na dzień dzisiejszy dziękuję Tobie za wszystkie dotychczasowe relacje, które czytam sobie w ciepełku mojego domu. Mam z tego ogromną radość:)
    Zaczął sypać śnieg…
    Pozdrawiam, ostatni raz, w Starym Roku:)

    1
  2. confiance

    Ha ha, taksówkarze na wschodzie. Temat na ksiązkę. Po pierwszym roku pojechałam sama do Moskwy. Na dworcu wzięłam taryfe, która miała mnie zawieżć do akademika. Koles obwiózł mnie chyba przez pół miasta. Wtedy nauczyłam sie targować i wykłócac o swoje:)

    2
  3. leniuch102

    z emerytalnych planów albanię skreśliłem już dawno, choć bunkry z widokiem na morze powinny być w przystępnych cenach.

    3

co Ty powiesz

filtr antyspamowy jest nierychliwy. wiem o tym.