<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: spam z kalafiora o smaku pomarańczowym</title>
	<atom:link href="http://www.vontrompka.com/blog/2006/09/spam-z-kalafiora-o-smaku-pomaranczowym/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.vontrompka.com/blog/2006/09/spam-z-kalafiora-o-smaku-pomaranczowym/</link>
	<description>vontrompka.com zennik polski</description>
	<lastBuildDate>Sat, 11 Feb 2012 01:05:30 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
	<item>
		<title>By: Arkadia75</title>
		<link>http://www.vontrompka.com/blog/2006/09/spam-z-kalafiora-o-smaku-pomaranczowym/#comment-2491</link>
		<dc:creator>Arkadia75</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Nov 2006 15:37:56 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.vontrompka.com/blog/?p=385#comment-2491</guid>
		<description>Miałam kiedyś do czynienia z bardzo upartą panią z firmy x, która co jakiś czas dzwoniła proponując obniżenie rachunków itp. Dzwoniła do firmy, w której pracuję i gdzie decydentem w tej kwestii jest szef. Ponieważ dzwoniła już parę razy nie zastając szefa, przekazałam mu i zapytałam, co on na to. Stwierdził, że nie dziekuje i że moge jej podziękować, kiedy będzie dzwoniła następnym razem i pod żadnym pozorem nie dać mu telefonu, bo nie chce, nie lubi i nie ma czasu rozmawiać. Kolejna rozmowa: dzien dobry bla bla, chcialabym bla bla, ja na to, niestety, nie zastała pani szefa, ale przekazałam a on odmówił. Ale jak to, taka fajna oferta, niemożliwe, ja jednak bym chciała z szefem. Przykro mi nie ma. Kiedy zastanę. Jutro. Szef: nie, nie będę z nią rozmawiał. Kolejna rozmowa: blabla, blabla, nie, nie zastała pani, ale przekazałam, nie chce skorzystać z pani oferty. Jak to, przecież ja mu nie przekazałam oferty. Ale ja przekazałam. Ale niemożliwe, ja muszę z szefem. Nie ma. Kiedy będzie. blabla blabla. Następny dzień: nie, dziękuję, nie będziemy korzystać z pani oferty. Ale ja chcę z szefem. Ale szefa nie ma. Ja wiem, że pani chroni szefa, ale ja chcę mu przedstawić ofertę. Ale szef nie chce pani oferty. Ja na panią doniosę, ja zadzwonię do pani szefa, ja mu poskarżę, że pani działa na szkodę firmy, że nie chce pani, żeby firma oszczędziła. Proszę bardzo, ale od szefa usłyszy pani to samo dowidzenia. 
Nie przytaczam jeszcze paru rozmów, w których z braku możliwości przerwania jej słowotoku mówiłam stanowcze nie dziękujęmy dowidzenia i odkładałam słuchawkę, na co oddzwaniała za chwilę z pretensjami, że jej nie dałam skończyć.
Któregoś dnia miała nieszczęście trafić na szefa. Takiej zjebki w jego ustach nie słyszałam nigdy. Nie dzwoniła już więcej.
Przepraszam za rozpisanie się, ale ulało mi się.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Miałam kiedyś do czynienia z bardzo upartą panią z firmy x, która co jakiś czas dzwoniła proponując obniżenie rachunków itp. Dzwoniła do firmy, w której pracuję i gdzie decydentem w tej kwestii jest szef. Ponieważ dzwoniła już parę razy nie zastając szefa, przekazałam mu i zapytałam, co on na to. Stwierdził, że nie dziekuje i że moge jej podziękować, kiedy będzie dzwoniła następnym razem i pod żadnym pozorem nie dać mu telefonu, bo nie chce, nie lubi i nie ma czasu rozmawiać. Kolejna rozmowa: dzien dobry bla bla, chcialabym bla bla, ja na to, niestety, nie zastała pani szefa, ale przekazałam a on odmówił. Ale jak to, taka fajna oferta, niemożliwe, ja jednak bym chciała z szefem. Przykro mi nie ma. Kiedy zastanę. Jutro. Szef: nie, nie będę z nią rozmawiał. Kolejna rozmowa: blabla, blabla, nie, nie zastała pani, ale przekazałam, nie chce skorzystać z pani oferty. Jak to, przecież ja mu nie przekazałam oferty. Ale ja przekazałam. Ale niemożliwe, ja muszę z szefem. Nie ma. Kiedy będzie. blabla blabla. Następny dzień: nie, dziękuję, nie będziemy korzystać z pani oferty. Ale ja chcę z szefem. Ale szefa nie ma. Ja wiem, że pani chroni szefa, ale ja chcę mu przedstawić ofertę. Ale szef nie chce pani oferty. Ja na panią doniosę, ja zadzwonię do pani szefa, ja mu poskarżę, że pani działa na szkodę firmy, że nie chce pani, żeby firma oszczędziła. Proszę bardzo, ale od szefa usłyszy pani to samo dowidzenia.<br />
Nie przytaczam jeszcze paru rozmów, w których z braku możliwości przerwania jej słowotoku mówiłam stanowcze nie dziękujęmy dowidzenia i odkładałam słuchawkę, na co oddzwaniała za chwilę z pretensjami, że jej nie dałam skończyć.<br />
Któregoś dnia miała nieszczęście trafić na szefa. Takiej zjebki w jego ustach nie słyszałam nigdy. Nie dzwoniła już więcej.<br />
Przepraszam za rozpisanie się, ale ulało mi się.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: leniuch102</title>
		<link>http://www.vontrompka.com/blog/2006/09/spam-z-kalafiora-o-smaku-pomaranczowym/#comment-1323</link>
		<dc:creator>leniuch102</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Sep 2006 17:18:15 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.vontrompka.com/blog/?p=385#comment-1323</guid>
		<description>ha, ja postąpiłem inaczej... zgodziłem się, ale przyznałem się, że jestem firmą. i w tym momencie musieli mi przysłać pisemną umowę. rzecz w tym, że nie mieszkam w wielkim mieście, a jakieś 5 kilosów obok. I te 5 kilosów to zawsze była zapora nie do przejścia, nie wiem, jakaś głucha niechęć kurierów, inkasentów, urzędników, poczciarzy, zakładu energetycznego, wodociągów, ekip remontowo budowlanych, niań wreszcie.
nartostradę z tepsy z dziesięć razy zamawiałem, za każdym razem grzęzło w bezwładzie, każdy konsultant zapewniał, że na bank, liczył już sobie prowizję... a sygnał nartostrady słabł eksponencjalnie z każdym metrem od granicy miasta.
no itak samo było z ofertą fmy kalafior -  umówiliśmy się na podpisanie umowy i nigdy więcej o nich nie usłyszałem.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>ha, ja postąpiłem inaczej&#8230; zgodziłem się, ale przyznałem się, że jestem firmą. i w tym momencie musieli mi przysłać pisemną umowę. rzecz w tym, że nie mieszkam w wielkim mieście, a jakieś 5 kilosów obok. I te 5 kilosów to zawsze była zapora nie do przejścia, nie wiem, jakaś głucha niechęć kurierów, inkasentów, urzędników, poczciarzy, zakładu energetycznego, wodociągów, ekip remontowo budowlanych, niań wreszcie.<br />
nartostradę z tepsy z dziesięć razy zamawiałem, za każdym razem grzęzło w bezwładzie, każdy konsultant zapewniał, że na bank, liczył już sobie prowizję&#8230; a sygnał nartostrady słabł eksponencjalnie z każdym metrem od granicy miasta.<br />
no itak samo było z ofertą fmy kalafior &#8211;  umówiliśmy się na podpisanie umowy i nigdy więcej o nich nie usłyszałem.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

