biega, krzyczy pan Nadczłowiek: kto się sfajdał w mojej głowie? szuka w Zgierzu i w Kalkucie, w prawym bucie, w prawym bucie. wszystkie drzewka poprzewracał, maca geja, żyda maca. skandal! krzyczy, to jest, ojej! ktoś mi nabździł w głowie mojej! pod kebapem, na kebapie wszędzie szuka parcha, sapie. szpera w Dmowskim i w Cejrowskim, w pięciu piwach spod klatkoskiej. już Zaolzie chce odrywać, już Swaroga zaczął wzywać. wtem - gdzie wzrok nie sięga, zerka... nie chce wierzyć - znowu zerka. znalazł! jest! to trochę głupie, lecz miał głowę w swojej dupie.

Dać mu lajka, czy nie. Nawet się uśmiechnąłem, ale jednak nie tak szeroko, żeby uruchomić mięśnie ramienia, przedramienia, palców i przesunąć kończynę w kierunku guzika. Ale nie tylko ja, nikt nie lajkuje, więc zastanówmy się tym bardziej, głupio tak, poczułby się zanadto wyróżniony, to wzbudzi przymus wdzięczności, ludzie nie lubią mieć długów, więc w końcu znienawidzi mnie. Poza tym, umówmy się, nie przypadkiem nikt tego nie lajkuje, to przecież nie jest tak dobre. Takie na może pół uśmiechu, zero koma sześć sześć sześć góra, ale już nie na ruch ręką. Słabe właściwie. On w ogóle dużo słabych rzeczy pisze, wrzuca. Słaby on jest cały, niemocny. Ale lajki chce, lubcie mnie, mówcie mi, że jestem niesłaby, potwierdzajcie mi to paluszkiem-lajuszkiem. Przymila się. Mizdrzy się. Żeby się. Przecież nie tylko dziś, nie, cały czas, od bruzdkowania, do matki pewnie też tak słabo z brzucha gugał, żeby go lubiła. I gdzieś to już widziałem, więc do tego nieoryginalne. Wtórne, słabe i raczej kupa. Aż mi go żal w sumie. Starał się, coś tam chciał opowiedzieć, czyimiś słowami, żeby dotarło do innych, nawiązało kontakt; ale nie wyszło. Przegrał. Dobrze, że dodali te nowe ikonki. Sad. PRZYKRO MI.

jest rok dwa tysiące szesnasty i jego polskie realia, więc nie mogę wykluczyć, że cała ta afera z Lechem W.  to tak naprawdę rozbudowana i trochę nieudolnie prowadzona kampania teaserowa marki nostalgicznej typu wódka Ż.  przy czym kampania nieco się rozjeżdżająca, bo Lech W. zaprzecza, by podpisał jakiś kontrakt.  niniejszym składam wniosek o status pokrzywdzonego przez polski marketing.

to jest to. to ma to nie ma to tamto. bądź jak to.

Białasek Wuwu w Bolandzie mieszka, bladą ma skórę ten nasz koleżka.  Uczy się pilnie, aż jest pąsowy, do swej niemieckiej pierwszej rozmowy.  A gdy do domu z wywiadu wraca, To dementuje - to jego praca.  Aż media krzyczą: „Wuwu, łobuzie!” A Wuwu bladą nadyma buzię.  Mama powiada: „Polub brukselki”, A on praojców chce cynaderki.  Mama powiada: „Użyj pedałów”, A on się boi, dyszy i dmucha, żar z rozgrzanego mu brzucha bucha.  Szkoda, że Wuwu blady, wąsaty, Nie jest choć trochę bardziej kumaty.

dostałem dwanaście lajków a więc jednak moja  pogłębiona analiza tego bydła i hołoty jest słuszna

farszyzm - ideologia mięsa armatniego

ja się boję ty się boisz on nie żyje

Dziennik opisywania kotów podwórkowych. koty się pochowały.

Nocą lecą. Jadą nocą. Idą nocą. Ania stoi na ulicy. noc.

Gdy przez tydzień wołano dwa słowa: o, kur**
Gdy oddechy dym tłumił, trud ramiona urwał
A wciąż grzmi dizel wozu, wre chłodnicy płynność –
Wóz Ludu mimo sapnięć pełni swą powinność.
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci
Człowiek jako młyn jezdny naciskał, klął, kręcił
Noga – ręka – zgrzyt – noga – zgrzyt – zgrzyt – noga – oko.

Dziś stopa ufna w mroku długo i głęboko
Szukała, nie znalazła – i Człowiek pobladnął,
Nie znalazłszy pedałów, już autem nie władnął;
I uczuł, że go pali pustka rozogniona;
Wsiadł w czwórkę i zapłakał – przy Zbawiksie skonał.

womytacja i rzójwo obossity. jesteś czycięzwą

beton snów

Nabrałem nieprzepartej ochoty, żeby pociąć nożyczkami skórkę banana. To bardzo przyjemne uczucie, ta sprężystość osłony nieistniejącego środka, miękko poddająca się żelazu, tak kroiło się skaj, żeby wypełnił pustkę kapsla i stworzył poduszkowca o mitycznych i nigdy niezweryfikowanych właściwościach, bo w kapsle nie grałem, robiłem je tylko w katatonicznym zapamiętaniu, dziesiątkami. Czy faktycznie te uczucia są tożsame, nie wiem na pewno, skaju chyba w domu nie mam, a wówczas na pewno nie miałem bananów. Takie zmysłowe doznanie rozpięte na trzydziestu latach obarczone jest dużym ryzykiem błędu, z pewnością wiem jednak, że banan jest w stanie zaspokoić w znacznie szerszym zakresie niż jabłko.

obowiązek patriotyczny. jeszcze nigdy obowiązek patriotyczny nigdy nie był tak smaczny.

domowa jajecznica Potrzebujesz: 5 jajek, nieco masła, trochę ziół, sól, pieprz, 1 litr benzyny.  Wyjdź z domu pod hasłem śniadania na mieście. Wsiądź do samochodu, prowadź uważnie, rozglądając się za jakimś miejscem i uświadamiając sobie realia posiłku, obraz i dźwięki, koniecznie francuską muzykę, ludzi gaworzących o pierdołach, niepozwalających Ci skupić myśli. Niby ludzi, ale jednak inny gatunek jakiś, trzęsących zaczeskami nad miniaturowym jajkiem sadzonym z bułeczką, w połowie uwięzionym w kosmkach jużwrześniowego, trendy setującego zarostu, wystylizowanych na późny poranek po długiej imprezie, nieustannie sondujących efekt, jaki wywołują. Wszelkimi siłami starasz się oddzielić od tej masy, więc myśl o nich nawet nie w trzeciej, ale w jakiejś piątej osobie, więc wzbudź w sobie nienawiść, więc niech Tobą zatrzęsie, więc wyobraź sobie, że taplasz ich puste twarzoczerepy w tych patelenkach i masełku, że rozgniatasz croissanta na ustach rogami w dół, uprzednio wylewając im latte macchiato do gardeł, a co, kurwa, piętnaście litrów na osobę, niech się zagulgoczą od tego miejskiego dostatku. Nigdzie się nie zatrzymuj, wróć do domu, trzęsącymi rękami postaw patelnię na gazie, wrzuć masło, wbij pięć jajek, dodaj jakichś ziół, soli, pieprzu. Mieszaj, jakbyś mieszał mózgową breję tych nieludzi, mieszaj, aż stężeje, mieszaj smakując epitety, przegap dobry moment i wysusz jajecznicę na wiór. Przełóż ją na talerz i żuj, rozmyślając o czymś głębokim, na przykład, jak głęboko masz ten niedobry świat. Smacznego, mały kutafonie.