beton snów

Nabrałem nieprzepartej ochoty, żeby pociąć nożyczkami skórkę banana. To bardzo przyjemne uczucie, ta sprężystość osłony nieistniejącego środka, miękko poddająca się żelazu, tak kroiło się skaj, żeby wypełnił pustkę kapsla i stworzył poduszkowca o mitycznych i nigdy niezweryfikowanych właściwościach, bo w kapsle nie grałem, robiłem je tylko w katatonicznym zapamiętaniu, dziesiątkami. Czy faktycznie te uczucia są tożsame, nie wiem na pewno, skaju chyba w domu nie mam, a wówczas na pewno nie miałem bananów. Takie zmysłowe doznanie rozpięte na trzydziestu latach obarczone jest dużym ryzykiem błędu, z pewnością wiem jednak, że banan jest w stanie zaspokoić w znacznie szerszym zakresie niż jabłko.

obowiązek patriotyczny. jeszcze nigdy obowiązek patriotyczny nigdy nie był tak smaczny.

domowa jajecznica Potrzebujesz: 5 jajek, nieco masła, trochę ziół, sól, pieprz, 1 litr benzyny.  Wyjdź z domu pod hasłem śniadania na mieście. Wsiądź do samochodu, prowadź uważnie, rozglądając się za jakimś miejscem i uświadamiając sobie realia posiłku, obraz i dźwięki, koniecznie francuską muzykę, ludzi gaworzących o pierdołach, niepozwalających Ci skupić myśli. Niby ludzi, ale jednak inny gatunek jakiś, trzęsących zaczeskami nad miniaturowym jajkiem sadzonym z bułeczką, w połowie uwięzionym w kosmkach jużwrześniowego, trendy setującego zarostu, wystylizowanych na późny poranek po długiej imprezie, nieustannie sondujących efekt, jaki wywołują. Wszelkimi siłami starasz się oddzielić od tej masy, więc myśl o nich nawet nie w trzeciej, ale w jakiejś piątej osobie, więc wzbudź w sobie nienawiść, więc niech Tobą zatrzęsie, więc wyobraź sobie, że taplasz ich puste twarzoczerepy w tych patelenkach i masełku, że rozgniatasz croissanta na ustach rogami w dół, uprzednio wylewając im latte macchiato do gardeł, a co, kurwa, piętnaście litrów na osobę, niech się zagulgoczą od tego miejskiego dostatku. Nigdzie się nie zatrzymuj, wróć do domu, trzęsącymi rękami postaw patelnię na gazie, wrzuć masło, wbij pięć jajek, dodaj jakichś ziół, soli, pieprzu. Mieszaj, jakbyś mieszał mózgową breję tych nieludzi, mieszaj, aż stężeje, mieszaj smakując epitety, przegap dobry moment i wysusz jajecznicę na wiór. Przełóż ją na talerz i żuj, rozmyślając o czymś głębokim, na przykład, jak głęboko masz ten niedobry świat. Smacznego, mały kutafonie.

trzyblok

Antarktyjscy archeolodzy pracujący w akwenie europejskim odkryli pozostałości zapomnianej świątyni Trzybloka, osiedlowego bóstwa jednego z plemion kultury późnosłowiańskiej. Spekuluje się, że miejsce służyło obrzędom wejścia i wyjścia, niestety, nadal nie wiadomo dokąd. Odnalezione pozostałości membran głośnikowych sugerują, że rytuały odprawiano przy dźwiękach kultowych i magicznych utworów, zwanych złotymi przebojami. Ponieważ obowiązująca waluta również nazywała się złote, naukowcy wysunęli hipotezę, że muzyka miała zachęcać Trzybloka do pomnażania bogactwa (choć zachowane fragmenty hymnów, takie jak “Znowu w życiu mi nie wyszło” mogą temu – pozornie – przeczyć).

Naukowcy odszyfrowali niektóre inskrypcje – na przykład FRYZJER (prawdopodobnie mieszkanie kapłana opiekującego się nadmiarem wytworów naskórka, porastających ciała tubylców żyjących w chłodnym klimacie). Nadal nie wiadomo jednak, co mogą oznaczać takie napisy jak LEGIA czy CHUJ, podejrzewa się, że chodzi o imiona jakichś pomniejszych bóstw opiekuńczych, odpowiedzialnych za pomyślną produkcję szalików czy skarpet.

To fascynujące znalezisko kryje jeszcze wiele tajemnic. Oby wszystkie zostały odkryte przed planowanym na przyszły rok rozpoczęciem budowy największego na Ziemi składowiska wciąż jeszcze nieokreślonych przedmiotów.

syrena

to był przełomowy moment w moim życiu: po tym, jak już starannie wykredkowałem ten obrazek, dowiedziałem się, że kobiecy cyc może wywołać dziwne reakcje. jako jedyny w klasie przedstawiłem syrenkę “w pełnej krasie” (niewiele później zetknąłem się z tym niepokojącym i pobudzającym wyobraźnię określeniem na ostatniej stronie jakiegoś periodyku – czy mógł to być Dziennik Ludowy? – gdzie w ostrym rastrze przedstawiono miss naturystów wybiegającą z mazurskiego jeziora), ku śmichom-chichom koleżków i koleżanek. wszyscy (wszyscy!) zasłonili ją tarczą! kompletnie na to nie wpadłem, przecież na herbie ona się nie zasłania… a więc, dowiedziałem się, że nawet to, co publicznie rzeczywiste, bywa wstydliwe i że można, a nawet trzeba, to transformować. to był wstrząs, powiedziałbym, że natury artystyczno-społeczno-erotycznej, przedłużony jeszcze, bo nielitościwa nauczycielka zadecydowała, by obrazek zawisł z innymi na ściennej wystawce. i wisiał tak, i wzbudzał wesołość… mój pierwszy wesoły rysunek nie ma daty, na moje oko to ręka niewprawnego pierwszoklasisty.

najpierw grubasom odchudzeni tak współczuli, że hej,
a każdy tłusty chudych bucem zwał,
łby dietetyki zwarły szyki przeciw grubym jak pień,
a każdy z nich się na fejsbuku darł

BI BI BI EM BI EM AJ
low-fat piękny będzie kraj
BI BI BI EM BI EM AJ
akceptuj nas ajn cwaj draj

wyszedłem, żeby kupić na śniadanie jajko i chleb
i nieco masła, żebym smażyć mógł
pamiętam tylko, że dostałem nagle od tyłu w łeb,
ktoś krzyczał, kiedy całowałem bruk:

BI BI BI EM BI EM AJ…

tak, tak, z N.

figury lumpa i celebryty jako źródło wzmocnienia samooceny współczesnego inteligenta (w trakcie oczekiwania na przelew)

Ostatnich czterystu milisekund przed zderzeniem ze słupem energetycznym, w który wjeżdżasz rowerem, bo na komórce sprawdzałeś mapę, a na niej nie było słupa, mimo to na zero koma cztery sekundy przed słupem jednak podniosłeś głowę, no więc tych milisekund nie wypełnia żadne “matkoboska”, ani nie zajmuje “mać”, choć czasu jest dość nawet na kompaktową loretańską. Pierwsze sto milisekund tracisz na tępe absorbowanie bodźca, na trzysta milisekund przed nieuchronnym mózg przeprocesowawszy tę absorpcję słusznie serwuje ci męczące poczucie udziału w niedobrej kreskówce, tanim slapstiku, na środku równej drogi słup, a ty haha centralnie w niego, to ja to narysowałem? Gdzieś w połowie dystansu pojawia się imperatyw dystansowania się, trzeba zapamiętać, żeby po upadku od razu się śmiać i okazywać dezynwolturę. Równolegle, w procesorze nadziei, egzekowane są wątki, jeden po drugim, ciach, ciach, że może ominiesz, szybki balans, ruch kierownicą ocali pion i honor, ale wskutek instynktownie zaistniałego obowiązku ochronnego wobec komórki trzymanej w lewicy, pozostaje ci tylko prawica oraz poddać się słupowi barkiem, udem, piersią.

Leżysz, śmiejesz się, bo musisz. Już po niewielu sekundach zaczynasz szukać winnego. O, wiesz, że tak nie wypada, zaprzestajesz, cieszysz się przynajmniej na jakieś nieszczęście drugiego, które nieuchronnie przyjdzie i przychodzi. Rachunki z losem wyrównują się dosyć łatwo; to nie los jest łatwym graczem, lecz twój mózg – sędzią, sowicie opłaconym dopaminami, troskliwie dbającym o twoje dobre samopoczucie.

Dopiero potem zaczyna boleć.

Zdjęcie autentyczne, nierelewantne.

slupo

Zaprawdę
Mam przyjemność
Przedstawić Państwu swoją skromną Osobę:
Energicznego i przedsiębiorczego specjalistę do spraw kreacji,
Który
Bez trudu wytwarza sterowane priorytetami rozwiązania w obszarze strategii zarządzania projektami rozwojowymi, ukierunkowane na efektywną realizację uprzednio zdefiniowanych celów biznesowych poprzez egzekwowanie pakietów działań
I
Potrafi rozwijać trwałe relacje ze Stworzeniem
Włączając w to skuteczne generowanie poczucia winy.

Tak
Może ogłoszenie nie mówi tego jasno
Szukamy młodego entuzjasty do ogarnięcia tematu nieba i ziemi
W ramach stażu.
Na pewno
Damy znać.

Słuchaj, on to
Mówił na jednym tchnieniu
Zastanawiałeś się, skąd się tu wcześniej wzięło
Powietrze

ciało doskonale nijakie (w skr. cdn) wyidealizowany obiekt całkowicie pozbawiony cech, niepodlegający opisowi, odporny na działanie metafory i negacji w czasie zmierzającym do nieskończoności wszystkie ciała stają się równoważne cdn

shit is the new this

Koło Anonimowych Morderców w Ciechałęce zaprasza już w piątkowy walentynkowy wieczór do sekcji afektu, natomiast w sobotę trwać będzie nabór do sekcji spożywczo-komunikacyjnej.

Koło zajmuje się wsparciem członków w procesie radzenia sobie z anonimowością i wykluczeniem medialnym. Opiekun grupy, Hieronim P. ps. “Pseudonim” przyznaje, że jest to trudny proces i tylko nielicznym członkom udaje się zyskać trwalszą rozpoznawalność, z drugiej jednak strony życie w ukryciu jest kuszące i ma swoje zalety, bo pozwala realizować pasję z dala od fleszy i pierwszych stron gazet. Wysoka skuteczność może jednak iść w parze z trudną frustracją, która odbija się na społecznych relacjach morderców.

Na piątkowy wieczór zapowiedziany jest krótki pokaz artystyczny przygotowany przez dwuosobową sekcję ciechałęckich wampirów. “Pseudonim” gorąco zaprasza w imieniu całego koła.

a jeśli życie jest jak szklanka do połowy pusta i od połowy pusta. a co, jeśli nie ma żadnej szklanki.

apartament na godziny Pamietasz, był już grudzień, Rezydencja Pod Różami, lokal numer 8. Staruszek w budce z uśmiechem szlaban wzwiódł. A w windzie niecierpliwie szerowałeś po kryjomu moje włosy... Czy więcej złych badyli było, czy Twych tweetów, miły, dzisiaj nie wiem już.

poranek schyłku listopada, pada, dwa i sześć stopnia, ISO 800, w środku kałuży gżą się gołębie.