kiedy miałem cztery, może pięć lat, jeździłem na rowerze pelikan z dodatkowymi kółkami
absolutnie posłuszny wobec nakazów i zakazów
moich dwudziestoparoletnich rodziców
nie wyjeżdżałem poza okrąg wyznaczony przez ich wzrok
obsługa wyjątków:
co zrobić, kiedy nadjeżdża (nie tak znowu wtedy częsty) samochód?
“stać i się patrzeć!” rzekł ojciec, zirytowany głupim pytaniem
tamten w dużym fiacie trąbił
ale nie mógł przejechać
stałem i się patrzyłem
całkiem bezradny na swoich czterech kółkach
mocne słońce świeciło mi w twarz
mrużyłem oczy, patrząc to na kierowcę, równie bezradnego jak ja
to na rodziców, śmiejących się w oddali
a może było pochmurno i nie musiałem mrużyć oczu












Ja tez mialam rower Pelikan! Ale tata zdecydowal, ze nie bedzie kolek – przyczepil do roweru kijek i zabral mnie i mame na dlugi spacer. To byl jeden z dwoch czy trzech spacerow z obojgiem rodzicow, ktore pamietam. Byli rozwiedzeni od lat. Oboje juz po czterdziestce. Ojciec na poczatku trzymal kijek, potem juz tylko udawal, a ja jechalam przekonana, ze trzyma. Kiedy wracalismy, juz przed blokiem, zorientowalam sie, ze jade sama, przyspieszylam i wywalilam sie z fikolkiem przez kierownice pod sasiednim blokiem. Zaczelam plakac a ojciec kazal mi wsiasc na rower i dojechac do domu. Blizne na kolanie mam do dzisiaj. I nie zapomne tego roweru. Ani tego dnia… Dzieki Von za wspomnienie ;-) Od tamtego dnia jezdzilam na rowerze jak zawodowy kolarz ;-D
ee, gdyby to byla wouga chociaz. i bez puenty..ee.
podobno lenny valentino szukaja odpowiednio neurotycznego teksciarza:]
Bardzo namacalnie oddałeś lęk tego zagubionego szkraba. Czasami jeszcze zerka na Ciebie smutnymi oczami, prawda? Każdy z nas ma Go w sobie. Ty, Go oswajasz…
szara płachta pola
i dym prostopadle wbity
w niebo
statyczna kompozycja
albo inaczej
ojciec stoi z boku
patrzy w płomienie
kiedy wrzucam do ognia patyki
i w pierwotnym zachwycie
gubię się
licząc iskry
powietrzeche pachnie jak łupiny
jeszcze zbyt gorących kartofli,
które biorę do ręki
dzięki, skfar. to dobre jest.
cała przyjemność po mojej stronie