kuszące inspiracje

A może by tak:

Rumuńskie prawo zabrania usuwania ciąży, jeśli przy zabiegu nie jest obecny przedstawiciel ministerstwa sprawiedliwości, który potwierdzi, że poronienie było naturalne, i zaświadczy, że nie zostało sztucznie wywołane. Ocena samego lekarza nie jest wystarczająca. Jednakże przedstawiciel władz zwykle woli nie przychodzić, uznając, że nie jest kompetentny. Lekarz nie ma prawa sam podejmować żadnych działań, nawet gdy kobieta dostaje krwotoku i w niektórych wypadkach kobiety umierają. Powiedziano mi, że spotkało to nawet asystentkę ministra zdrowia, czyli osoby odpowiedzialnej za przestrzeganie tego prawa.

z artykułu Pavla Câmpeanu Narodziny i śmierć w Rumunii z 1986 roku, w książce Ceauşescu tegoż autora, tł. Halina Mirska-Lasota.

Hmmm?
Miłych snów, panowie posłowie i panie posłanki.

bieszczady 4×4

wielkanocnie przesnute Bieszczady, trochę na nogach, trochę na kołach.
Bywało już chmurniej i durniej, w tym roku jeszcze inaczej.

(klik klik)

walkalone martwe sabachtani tarnica
manhattan nopasaran bandrow jalowe
lezajsk wierzby san tarnawa
jazda kirkut bystre michniowiec

jailhouse rock

jailhouserock.jpg

“Jailhouse Rock”, Elvis Presley, 1957
+
“Ukrzesłowienie”, Andrzej Wróblewski, 1956

coy division

coydivision.jpg

Podobno w całej Polsce biją dzwony. Tak twierdzą media. Media już nie kłamią.
A u moich sąsiadów szczeka pies. Miarowo. Na chwilę przestaje i znów zaczyna.
Ulica szumi jednostajnie.
Słyszę wciąż tego psa i tę ulicę. I nic więcej.
Jestem zmęczony tym szczekaniem i tym szumem. Wszyscy są.
Ktoś jeszcze umrze, ale przecież nikt tego nie zauważy.
Bim bam bom…

zmruż oko

maluch.jpg

-kolwiek

mostgrota.jpg

wisła syn i ojciec

ojciecisyn.jpg

Moje miasto się domyka. Uszczelnia. Pośpiesznie chowa istotne treści przed moim ciekawskim okiem.

To były dawne czasy, gdy podwórkami, drogami alternatywnymi mogłem przemierzać warszawskie Śródmieście. Teraz pozostały tylko szczelne kamienne koryta, stalą i drewnem zamkniętych bram regulujące moją ścieżkę. Politura, elegancka witryna, gigantyczna plandeka reklamowa – na to mogę popatrzeć, ale to, co naprawdę ciekawe, bebechy i treść nie do końca przetrawioną – głęboko skrywa się w próżniowo zapakowanych podwórzach, dostępnych tylko dla uprawnionych. Możliwe są tylko dwa kierunki – w przód i w tył – lewo lub prawo dopiero na najbliższej przecznicy. Dzielni powstańcy mogli uciekać podwórzami przed złymi Niemcami – bo były im znane – i były otwarte. Mnie hipotetyczny Niemiec zastrzeliłby, zanim ubiegłbym pięćdziesiąt metrów, odbijając się od domofonu do domofonu… Inne miasta lubię zwiedzać oglądając je właśnie od tych bebechów, z odpicowanych bulwarów zbaczając w to, co wstydliwie zakryte. W Warszawie coraz mniej jest takich miejsc, centrum – i tak niewielkie jak na europejską stolicę – staje się nudną siatką kilkudziesięciu ulic. Obchodząc czworokąt Hoża – Poznańska – Wilcza – Emilii Plater mogłem zajrzeć do dwóch, może trzech bram. W jednej był rozbebeszony domofon… a reszta…

miasto1sm.jpg

Ludzie chcą czuć się bezpiecznie, ich prawo. Można powtarzać do znudzenia, że dwadzieścia lat temu równie łatwo (albo trudno) jak dziś można było zarobić w mordę, tyle że nie pokazywano tego na co dzień w Dzienniku Telewizyjnym. Można pokazywać statystyki, że najwięcej przemocy i morderstw zdarza się wśród najbliższych, przed którymi żaden wideofon nie obroni. A czy włamań jest więcej? Nie wiem. Ludzie czują zagrożenie – a przecież wiadomo, że nie to jest ważne, co jest, ale to, co się wydaje… Trudno kogokolwiek winić za to, że świat przeżywany jest dla człowieka ważniejszy, niż ten obiektywny. A więc pozostaje mi chyba tylko pogodzić się z tym, że podwórza będę coraz częściej podglądał przez szpary i dziury, poruszając się karnie po nielicznych niesprywatyzowanych ścieżkach, albo po centrach handlowych, zastępujących samo miasto, zarastających je jak nieubłaganie namnażająca się tkanka.

miasto2sm.jpg

Pozostał jeszcze Prawy Brzeg. Wciąż przypomina to, co pozostało w mojej głowie z Brackiej, Hożej czy Rutkowskiego – ups, Chmielnej – sprzed iluś tam lat. Przenosząc się o tę parę kilometrów na wschód teleportuję się równocześnie o dwadzieścia lat wstecz. Jasne, nie chciałbym tam żyć, mieszkańcy też pewnie by to chętnie zmienili. A jednak… No więc zaglądam – póki mogę. Pewnie już niedługo…

miasto3sm.jpg

I jeszcze obrazek z samego epicentrum, 8 w skali Richtera miary stołeczności – z tyłów Alej Jerozolimskich i Kruczej. Tam wciąż można wejść i przywitać się z lokalnymi białymi damami, krążącymi po wymarłych, częściowo zawalonych oficynach:

miasto4sm.jpg

niedoczas letni

sprezynka.gif

organizacja_imprez.jpg

sondaż

siedmiu.gif

rybapilka.jpg

na Różycu

suknie.jpg

pa, lenie

ministerzdrowia.gif