solówa ze sobą w Solo
251211 1419znów zjechałem z popularnego szlaku (Jakarta – Yogya – Bromo – Bali – Gilis), którym da się przemknąć bez dotykania Indonezji. jestem w Solo (Surakarcie), gdzie szlifuję swój indonezyjski. ayam to kurczak, daging to mięso, gula to cukier, więc z grubsza umiem wyrazić, czego nie chcę. telur to jajko, nasi to ryż, tahu to tofu, ikan to ryba, sambal to sambal, to należy doprawić licznymi terima kasih (dziękuję) i popić es teh (ajsti). potem zapłacić delapan ribu (osiem tysięcy); jeśli jeść w takich ulicznych warungach, to (uwaga, rzadka tu informacja praktyczna) spokojnie można się zmieścić w budżecie 10 peelenów dziennie.
czuję, że te podróże nie robią mi dobrze w egzystencjalność. kolejne zderzenie z niepoliczalnymi masami takich samych (come on, w gruncie rzeczy właśnie tak) ludzi perspirujących, aspirujących, skutkuje tym, że nie tylko wiem (z literatury popularnej), ale też czuję w środeczku (a czuć to dalece co innego, niż wiedzieć), żeśmy tylko jakimiś tam formami samoorganizacji materii. w gruncie rzeczy nie różnimy się od stalaktytu, nasza świadomość to, umówmy się, raczej „świadomość”, a o autonomii w ogóle nie ma co dyskutować. robi się poczucie jedności, róża jest Malajem jest mną, cudnie, ale niezbyt wesoło, bo białas + Azja = jakiś kulawy buddyzm, takie oświecenie z dziurką, czarną, konsolacja, ale tylko w znaczeniu stypy. można wiedzieć, czym w istocie są emocje, uczucia, decyzje, ale równocześnie wszystko to szczerze przeżywać: kochać, bać się, marzyć, nienawidzić. ale to całe czucie w ten samoorganizacyjnie materialny sposób poczuć, no to się w głowie kręci i trudno żyć. i tu bardzo poręczna w dodawaniu otuchy i znajdowaniu równowagi byłaby koncepcja Boga, duszy itp. gdyby tylko nie była tak infantylnie głupia i życzeniowo ordynarna (jak stalagmit).
ale dość filozofkowania, bo to wystrasza czytelników, pójdą sobie, odlajkują, z czego przecież smutek, odczuwany w cielska materii.
w tle trel litanii muezzina. transowo, nie, brzmi jakoś niedołężnie, jakby miał się przewrócić i usnąć. wcześniej atakowało kilku, z różnych stron, wspomaganych, daję słowo, chórem bab zawodzących aaaameeeen.

na razie też idą zdjęcia.

































